Dlaczego rower?

W dzisiejszych czasach podróżowanie rowerem do szkoły czy pracy przestało być wyrazem zgody na niewygodę w zamian za oszczędność na biletach czy paliwie. Powoli, coraz większymi falami, dociera do naszego kraju tzw. moda na rower. Co ciekawe, nie przychodzi ona ze strony rozsądku, ponieważ nikt nie uświadamia telewidzów, słuchaczy ani czytelników o tym, że  rutynowa jazda do pracy może rozbudzić lepiej niż dwie poranne kawy, a za oszczędności na paliwie uzbiera się na wycieczkę zagraniczną. Zamiast tego słuchamy o tym, że możemy schudnąć, chronić środowisko, świetnie przy tym wszystkim się relaksując. Owszem jest w  tym trochę prawdy, lecz czy to są powody, dla których jeździmy rowerem? Chciałbym przytaknąć, że każdego dnia o 7 rano wyciągam rower po to, by trenować, dbać o środowisko, jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc, jednak zrobić tego nie mogę. Dlatego postanowiłem Wam opowiedzieć, dlaczego jadę do pracy na rowerze – i dlaczego, mimo mrozu i opadów, jest to krótka historia o wygodzie i przyjemności.

Ubrany na cebulkę, idąc niezbyt zgrabnym krokiem, wyciągam rano rower na podwórko. Mokrą breję śniegową przecinam kołami i zjeżdżam na asfaltową nawierzchnię ulicy. Niedokładnie odśnieżoną drogą jadę po śladzie prawej opony jeżdżących tędy samochodów - daje mi to lepszą przyczepność i więcej pewności, że nikt nie odważy się mnie wyprzedzić, gdy nie ma do tego warunków. Kiedy dojeżdżam do pierwszej sygnalizacji świetlnej, pojawia się pierwszy, na drodze do pracy, uśmiech na mojej twarzy - ustawione w rzędzie samochody powoli wyprzedzam z ich prawej strony, aby wygodnie ustawić się jako pierwszy przed światłami. Jeżeli któryś z wcześniej wyprzedzających mnie kierowców (a jest to codziennie mniej więcej ta sama grupa użytkowników drogi), poirytowany moim zachowaniem, ustawia swój pojazd tuż przy krawężniku, wyprzedzam go z lewej - przy okazji grzecznie pozdrawiając otwartą dłonią i kolejny uśmiech upiększa mój poranek. Gdy dojeżdżam do kolejnych świateł, już nikt nie utrudnia mi wyprzedzania, ponieważ wiadomo już, że nie ma to absolutnie żadnego sensu. Część samochodów, które wyprzedzam na drugich światłach, to te same, które wyprzedziłem na pierwszych, z tym, że tym razem stoją trochę bliżej "pole position". Kierowcom posyłam więc kolejny uśmiech, niech wiedzą, że ich los nie jest mi obojętny i życzę im bezpiecznego dotarcia do pracy oraz znalezienia miejsca parkingowego. Na parkingu kończy się również moja podróż. Z tym, że ja nie krążę po całym placu, szukając kawałka wolnego miejsca pośród hałd śniegu, ani nie czyham na miejscówkę na trochę szerszym chodniku. Ja zawsze znajduję wolne stanowisko przy stojaku, a jeżeli podróżuję w miejsce, gdzie takowego nie ma, przypinam rower  do słupa znaku informującego o parkingu dla naszych przyjaciół kierowców.

Podsumowując - nigdy nie stoję w korku, zawsze ruszam pierwszy spod świateł, nikt się przede mnie nie wpycha (kierowców mamy w Białymstoku ostrożnych i uprzejmych - tego mogą nam w całym kraju zazdrościć), a miejsce parkingowe zawsze na mnie czeka, w dodatku zwykle bezpośrednio przed wejściem. Mróz i opady? Widzę, jak męczą kierowców nie mogących odpalić swoich samochodów. Ja już po minucie jazdy o nich zapominam i dopiero dygoczący z zimna koledzy wysiadający z samochodów są dowodem na to, że komuś ta zima jednak nie służy.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież